Moda na ekranizacje komiksów bezsprzecznie ogarnęła Hollywood. Zaczęło się od Tima Burtona, który pokazał, że książeczki z kolorowymi obrazkami i tekstami w chmurkach, to nie tylko dziecinna lektura, ale ciekawe, inspirujące opowieści, które można z rozmachem zrealizować. Jednak prawdziwe szaleństwo zapoczątkował Sam Raimi i jego "Spider Man". Ponad 800 milionów dolarów wpływów podziałało na wyobraźnię. Na ekranach pojawiły się całe zastępy przeróżnej maści superbohaterów zdobywających szczyty box office'ów. Niejako zwieńczeniem fascynacji filmowców nowelami graficznymi jest informacja sprzed kilku dni o zakupie Marvel Entertainment przez Disneya za 4 miliardy dolarów.
Jak zwykle mody amerykańskie prędzej czy później trafiają do Europy. Francuzi zdecydowali się sięgnąć po komiks Largo Winch autorstwa Phillippe Franqa i Jeana Van Hamme (współtwórca legendarnego Thorgala). Materiał na film sensacyjny wydaje się być idealny. Otóż tytułowy bohater jest żądnym przygód obieżyświatem, który w dzieciństwie został adoptowany przez Nerio Wincha, twórcę i prezesa potężnego konsorcjum W. Kiedy ojciec umiera w podejrzanych okolicznościach, Largo musi zmierzyć się ze swoim przeznaczeniem i nie tylko stanąć na czele gigantycznego koncernu, ale również wyjaśnić przyczyny śmierci Neria.
Historia ma duży potencjał, który jednak nie został do końca wykorzystany. Reżyser Jerome Salle do spółki ze scenarzystą Julien'em Rappeneau (między innymi świetny 36) nie za bardzo wiedział, jak poradzić sobie z retrospekcyjną, komiksową strukturą. Częste zmiany miejsca i czasu akcji wprowadzają spory mętlik. Dodatkowo ambicją twórców - jak głoszą materiały reklamowe - było podjęcie rywalizacji z najlepszymi filmami akcji ostatnich lat czyli "Bondami" i "Bourne'ami". Szczytną ideą jest stawianie sobie poprzeczki jak najwyżej, ale nie wyszło im to na dobre. Mimo bardzo dobrej warstwy wizualnej (piękne zdjęcia Denisa Roudena i doskonały, dynamiczny montaż Richarda Marizy'ego) obraz ten ma zbyt dużo niedociągnięć, nieścisłości i niedokładności by mierzyć się z amerykańskimi królami box office'ów.
Co gorsza Francuzi nie potrafili nadrobić strat wartościami "nieakcyjnymi". Mówiąc brutalnie - gdy tylko reżyser pozwolił bohaterowi zwolnić, pomyśleć i przemówić, to robiło się nudno. Niestety, Largo najwięcej przemyśleń miał w finale, co skutecznie zabiło jakiekolwiek emocje w końcówce.
Co najciekawsze, pomimo powyższych uwag i marudzenia, wyszedłem z kina zadowolony! Jakim cudem? Poszedłem na ten film w celu oderwania się od smutnej rzeczywistości dnia codziennego, bez wielkich oczekiwań, z nastawieniem na miłą i lekką rozrywkę. W zamian otrzymałem ciekawego bohatera (grający główną rolę Tomer Sisley otrzymał nagrodę za najlepszy debiut), fantastyczne plenery (Chorwacja powinna używać tego filmu do celów propagandowych), dobre aktorstwo (najbardziej podobało mi się, że Francuzi grali Francuzów, Serbowie Serbów, a Angielka Angielkę. Tylko Rosjanina nie znaleźli i musieli wspomóc się Czechem), udaną choreografię walk (ponowny ukłon w stronę montażu), piękną kobietę (zjawiskowa Melanie Thierry, znana w Polsce z Babilon AD) i trochę namiętnego seksu (zaraz na wstępie).
Wszystko to razem składa się na tak zwane wrażenie ogólne, które jest niewątpliwie pozytywne. Z tego samego założenia wyszli Francuzi, którzy tłumnie odwiedzając kina zapewnili producentom wysokie wpływy i możliwość realizacji drugiej części. Magia komiksów wciąż działa.
Jak zwykle mody amerykańskie prędzej czy później trafiają do Europy. Francuzi zdecydowali się sięgnąć po komiks Largo Winch autorstwa Phillippe Franqa i Jeana Van Hamme (współtwórca legendarnego Thorgala). Materiał na film sensacyjny wydaje się być idealny. Otóż tytułowy bohater jest żądnym przygód obieżyświatem, który w dzieciństwie został adoptowany przez Nerio Wincha, twórcę i prezesa potężnego konsorcjum W. Kiedy ojciec umiera w podejrzanych okolicznościach, Largo musi zmierzyć się ze swoim przeznaczeniem i nie tylko stanąć na czele gigantycznego koncernu, ale również wyjaśnić przyczyny śmierci Neria.
Historia ma duży potencjał, który jednak nie został do końca wykorzystany. Reżyser Jerome Salle do spółki ze scenarzystą Julien'em Rappeneau (między innymi świetny 36) nie za bardzo wiedział, jak poradzić sobie z retrospekcyjną, komiksową strukturą. Częste zmiany miejsca i czasu akcji wprowadzają spory mętlik. Dodatkowo ambicją twórców - jak głoszą materiały reklamowe - było podjęcie rywalizacji z najlepszymi filmami akcji ostatnich lat czyli "Bondami" i "Bourne'ami". Szczytną ideą jest stawianie sobie poprzeczki jak najwyżej, ale nie wyszło im to na dobre. Mimo bardzo dobrej warstwy wizualnej (piękne zdjęcia Denisa Roudena i doskonały, dynamiczny montaż Richarda Marizy'ego) obraz ten ma zbyt dużo niedociągnięć, nieścisłości i niedokładności by mierzyć się z amerykańskimi królami box office'ów.
Co gorsza Francuzi nie potrafili nadrobić strat wartościami "nieakcyjnymi". Mówiąc brutalnie - gdy tylko reżyser pozwolił bohaterowi zwolnić, pomyśleć i przemówić, to robiło się nudno. Niestety, Largo najwięcej przemyśleń miał w finale, co skutecznie zabiło jakiekolwiek emocje w końcówce.
Co najciekawsze, pomimo powyższych uwag i marudzenia, wyszedłem z kina zadowolony! Jakim cudem? Poszedłem na ten film w celu oderwania się od smutnej rzeczywistości dnia codziennego, bez wielkich oczekiwań, z nastawieniem na miłą i lekką rozrywkę. W zamian otrzymałem ciekawego bohatera (grający główną rolę Tomer Sisley otrzymał nagrodę za najlepszy debiut), fantastyczne plenery (Chorwacja powinna używać tego filmu do celów propagandowych), dobre aktorstwo (najbardziej podobało mi się, że Francuzi grali Francuzów, Serbowie Serbów, a Angielka Angielkę. Tylko Rosjanina nie znaleźli i musieli wspomóc się Czechem), udaną choreografię walk (ponowny ukłon w stronę montażu), piękną kobietę (zjawiskowa Melanie Thierry, znana w Polsce z Babilon AD) i trochę namiętnego seksu (zaraz na wstępie).
Wszystko to razem składa się na tak zwane wrażenie ogólne, które jest niewątpliwie pozytywne. Z tego samego założenia wyszli Francuzi, którzy tłumnie odwiedzając kina zapewnili producentom wysokie wpływy i możliwość realizacji drugiej części. Magia komiksów wciąż działa.
Maciej Słowiński, Filmy.pl


Filmy.pl to otwarty portal filmowy, który odwiedzać mogą nie tylko zaprzysięgli kinomaniacy, ale także zwykli fani kina, którzy wyjście do kina traktują jako dobrą rozrywkę. Wszystkim naszym użytkownikom polecamy naszą bazę najnowszych filmów, gorące recenzje kinowe, zwiastuny filmowe oraz galerie zdjęć. Organizujemy konkursy filmowe, w których można zdobyć atrakcyjne nagrody. Zapraszamy także wszystkich na nasze forum filmowe, gdzie można podyskutować na takie tematy jak ulubione filmy, gwiazdy ekranu, technika filmowa, muzyka filmowa, festiwale i nagrody filmowe, kina, filmy telewizyjne… i wiele, wiele innych tematów!




