The Oakley Sunglasses have put the the style for 2012 summer on the market , and they are hot sale now on the store,the rayban fans are really so happy.But we don't know when
the Designer Sunglasses for 2012 summer will come,the louis vuitton fans are very anxious.
Adaś (w wieku 55 lat Marek Kondrat, w wieku 33 lat Andrzej Chyra) i Sylwek (Michał Koterski): ojciec-alkoholik i syn-narkoman to dwie główne postaci. Fabuła przedstawia ich losy wspólne i osobne, przeplatając je w analogicznych momentach i tworząc jednocześnie powielane szkice mechanizmu nałogu i jego wpływu na najbliższe otoczenie uzależnionego. Ukazuje też dramatyczne zapętlenie, jakim jest przekazywanie pierwiastka chorobliwej autodestrukcji z jednego pokolenia na drugie. Nałóg jest tu antagonistą, personifikowany fantastyczną postacią Anioła Zła (Marcin Dorociński). Ojciec Adama był alkoholikiem, więc i Adaś jest alkoholikiem, pomimo złożonej obietnicy („[…] nigdy nie będę taki jak tata.”). Jego choroba to produkt dzieciństwa naznaczonego niepokojami w domu niewydolnym wychowawczo. Ponieważ Adam jest alkoholikiem jego syn, Sylwuś, również wychowywał się w domu niewydolnym wychowawczo i otrzymując piętno potencjału autodestrukcji stał się narkomanem.
Szczególna w tym dramacie jest - potraktowana bardzo elastycznie - postać Chrystusa, który pojawia się niosąc krzyż trawnikiem jednego z polskich blokowisk, lub jest wspomniany przez Adasia (jako wykładowcę kulturoznawstwa) na zajęciach z drogi krzyżowej. Innym razem za sprawą chrystusowych „atrybutów” (korony cierniowej, niesionego krzyża, stygmatów) stają się nim sam Adam, Sylwek, a nawet żona (Małgorzata Bogdańska) i matka (Janina Traczykówna) Adasia. Za każdym razem temu przeobrażeniu towarzyszy indywidualny upadek bohatera, kolejne osiągnięcie swoistego dna w życiu. „Chrystus upadał [podczas drogi krzyżowej] wiele razy”, tak samo jak w życiu pijak, czy narkoman, albo odtrącona kobieta. Wątki fabuły przeplatają się więc nie tylko ze sobą nawzajem, ale też z drogą krzyżową przypominaną co jakiś czas przez protagonistę. Ostatecznie pijak i ćpun spotykają się na dnie. Jednak wyposażeni we wzajemne zrozumienie (Adaś zna dzieciństwo syna alkoholika, a Sylwek poznał naturę nałogu), wspierani miłością są w stanie razem podźwignąć swój wspólny krzyż i podnieść się.
Jakie przesłanie Koterski wsparł symboliką religijną w tym filmie? Więcej empatii i zorientowania na miłość. Miauczyński wykłada „(…) Nie doszukujmy się symbolicznych interpretacji. To, co ludzkie upadało w Chrystusie. (…) Chrystusem mógł być każdy: (…) zwykły widz.”. Powszechne jest potępienie alkoholików i narkomanów, brak zrozumienia dla faktu, że uzależnienie to choroba, ich naturą się gardzi. Widząc menela śpiącego na bruku wielu ma odruch poczucia wyższości, a prawda jest taka, że ten menel to każdy z nas i każdy z nas jest tym menelem. W specyficznie dramatycznych okolicznościach połączonych ze specyficznie dramatycznym stanem ducha każdy może się stoczyć, ale uwierzyć w to można dopiero śpiąc na bruku. Dlatego należy połączyć się ze swoim wewnętrznym pijakiem, żeby za sprawą empatii mieć świadomość możliwości upadku.
Prawdą jest, że w Chrystusie upadało to, co ludzkie, bo jak boskość może się przewrócić? Więc jeżeli ta droga krzyżowa stanowi o męczeństwie Chrystusowym, to każdy z nas przy ludzkim, życiowym upadku - popadaniu w alkoholizm na przykład - jest męczennikiem i każdy taki dramat przewracający nas w życiu to kolejny przystanek na naszej drodze krzyżowej. Dlatego wszyscy jesteśmy Chrystusami… a Chrystus jest każdym z nas. Alkoholizm i inne niedoskonałości ludzkie pociągające na dno to wymiary krzyża na ludzką skalę. Natomiast wymiarem zmartwychwstania na ludzką skalę jest miłość, ojcowsko-synowska na przykład.
Markowi Koterskiemu powiodło się zrealizowanie niewątpliwie dobrego filmu o prywatnym męczeństwie każdego z nas, z wykorzystaniem religii, bez przeciążenia patosem. Prawdopodobnie, między innymi, dlatego, że jak zwykle zawierał on motywy autobiograficzne (wskazują na to nie tylko oczywiste napisy końcowe: Ja 33, Ja 55, czego w poprzednich produkcjach nie było, ale też tradycyjnie nazwisko przekształcone z KOTerski na MIAUczyński), czyli efekt końcowy był wynikiem empatii z dziełem połączonej z naturalnym dystansem do siebie. Koterski tym filmem nie usiłuje patronizować, nie użala się też nad tematem, on po prostu opowiada, mądrze i przystępnie.
Ponadto, oczywiście, obsada jest świetna (może z wyjątkiem młodego Koterskiego, który gra tak sobie, jednak w końcu to on był pierwowzorem Sylwusia). Aktorstwo na tyle sukcesywnie dawało wrażenie prawdy, że nawet estetyka filmu, stosująca mnóstwo ryzykownych metafor wizualnych (choćby bardzo uwspółcześniony Anioł Straż - w tej roli Tomasz Sapryk - ubrany w pomarańczową kamizelkę ratowniczą i uskrzydlony blachą) nie zaburzyła w nas odruchu utożsamiania się ze światem przedstawionym. Marek Kondrat (trzeci raz w roli Adasia Miauczyńskiego) tym filmem sfinalizował karierę na takim poziomie, że mam ochotę nobilitować jego pracę określając aktorstwo Andrzeja Chyry na poziomie zmierzającym ku „kondratowemu”. Chyra, swoją drogą, całokształtem dotychczasowych dokonań umacnia nadzieję, że kiedy już całe pokolenie aktorów takich jak Kondrat porzuci czynność, pozostaną jednostki salwujące kolejną generację aktorską od „mroczko-fali” bylejakości. Pijaństwo w wykonaniu tego duetu w roli Miauczyńskiego jest aż mentalnie namacalne, podczas niektórych scen zmusza do skrzywienia się wobec spodziewanego smrodu przetrawionego alkoholu.
Niestety, nie obyło się bez drobnych błędów. Kolega Adasia mówi "Jak Polska do Unii, to ja znowu na bani", na końcu filmu Anioł Straż informuje jednak: „Adaś Miauczyński przestał pić w 1999 r.”, a Polska do Unii Europejskiej weszła dopiero w 2004 roku. Licznik w samochodzie, którym matka wiozła Sylwka na ratunek zapijającemu się ojcu, wskazywał 0 km/h, wskaźnik paliwa również 0, więc w samochodzie nie był nawet włączony zapłon, a otoczenie za oknami wskazywało na jazdę. Matka Adasia dostrzegalnie oddycha w scenie, gdy leży zmarła. Natomiast podczas scen w izbie wytrzeźwień głowa Miauczyńskiego zawsze jest przymocowana pasami do łóżka, na sztywno, twarzą do sufitu. Wzbudziło to moje wątpliwości: a co jakby zaczął wymiotować? Mógłby się udusić. Dowiedziałam się, że tak po prostu nie zapinają z głową w pasy. Oczywiście można to podciągnąć pod interpretację, że zrobiono to, bo był agresywny, stanowił dla siebie zagrożenie… Jednak, że było tak za każdym razem nie jest wiarygodnym wytłumaczeniem. Poza tym, jakie szkody można wyrządzić machając głową w łóżku?
Podsumowując jednak, Wszyscy jesteśmy Chrystusami warto obejrzeć. Jest to wprawdzie jeden z licznych zrealizowanych w ostatnich latach filmów polskich z zakresu realizmu społecznego, ale też jeden z lepszych. W przeciwieństwie do tych mniej udanych przy tej produkcji powiodło się osiągnięcie równowagi pomiędzy ciężkością tematu, a lekkością przedstawienia go. Oczywiście nie oznacza to jednak, że nie należy się przygotować na kino prowokujące trudne refleksje. Proponując empatię Marek Koterski jednocześnie katalizuje ją już podczas trwania filmu, zanim jeszcze skończymy oglądać, pomyślimy i zrozumiemy więcej. Właśnie to „przemycanie” emocji i uczuć, któremu poddajemy się bezwiednie, niemalże bezbronni stanowi miarę kunsztu całej ekipy.
Weronika Lipińska, Filmy.pl


Filmy.pl to otwarty portal filmowy, który odwiedzać mogą nie tylko zaprzysięgli kinomaniacy, ale także zwykli fani kina, którzy wyjście do kina traktują jako dobrą rozrywkę. Wszystkim naszym użytkownikom polecamy naszą bazę najnowszych filmów, gorące recenzje kinowe, zwiastuny filmowe oraz galerie zdjęć. Organizujemy konkursy filmowe, w których można zdobyć atrakcyjne nagrody. Zapraszamy także wszystkich na nasze forum filmowe, gdzie można podyskutować na takie tematy jak ulubione filmy, gwiazdy ekranu, technika filmowa, muzyka filmowa, festiwale i nagrody filmowe, kina, filmy telewizyjne… i wiele, wiele innych tematów!








