W kinie najważniejsza jest historia. Jeśli przedstawiona fabuła nie działa na wyobraźnię widza, nie wzrusza go, nie zaciekawia, nie daje możliwości półtoragodzinnego oderwania się od smutnej rzeczywistości, to filmu nic nie uratuje. Zostaje skazany na obojętność i szybkie zapomnienie. Historia jest jeszcze ważniejsza, gdy jej potencjalnej miałkości nie można lub nie potrafi się przysłonić wybujałymi efektami specjalnymi. Dlatego w polskich realiach produkcyjnych, w których twórcy nieustannie zmagają się z niedostatkiem finansów, fabuła ujęta w ramach scenariusza powinna być szczególnie dopieszczana i prezentowana w interesujący sposób.
Z tego założenia wyszli autorzy scenariusza Różyczki - Maciej Karpiński i Jan Kidawa-Błoński. Przedstawili oni historię dojrzałego, znanego pisarza (Andrzej Seweryn), który wdaje się w romans z dużo młodszą kobietą (Magdalena Boczarska). Zaślepiony namiętnością nie dopuszcza do siebie myśli i sugestii swoich znajomych, że ona może być kimś innym - kimś fałszywym i podstawionym w celu jego inwigilacji. Tymczasem dziewczyna będąca zakochana w Romanie Rożku (Robert Więckiewicz) – kapitanie SB, pod jego wpływem staje się tajnym współpracownikiem o pseudonimie „Różyczka”.
Przyjmując taki punkt wyjścia autorzy dali duże pole do popisu dla aktorów. I trzeba przyznać, że cała trójka wypadła znakomicie. Każda z tych postaci to ludzie z krwi i kości ze swoimi wadami i zaletami, przyzwyczajeniami, poglądami, słabostkami i namiętnościami. Precyzyjnie skonstruowane role wspaniale wypełnili świetni aktorzy. Najtrudniejsze zadanie stało niewątpliwie przed Magdaleną Boczarską - Andrzej Seweryn i Robert Więckiewicz to uznane firmy, potwierdzili znakomitą formę aktorską i pokazali pełnię swoich możliwości. Nawzajem zawieszali sobie wysoko poprzeczkę. Obydwaj wypadli bardzo wiarygodnie. Bohater grany przez Andrzeja Seweryna łączył w sobie delikatność troskliwego ojca i mądrość wybitnego intelektualisty z pasją prawdziwego patrioty i zaangażowaniem odważnego opozycjonisty. Z kolei Roman Rożek w interpretacji Roberta Więckiewicza to dzika namiętność, brutalna siła i ślepa wiara w system, stawiająca lojalność wobec partii nad własne uczucia - człowiek Wewnętrznie tłamszony i niszczony przez zazdrość.
Do tego wybornego duetu musiała dołączyć aktorka, która sprosta stawianym przez nich wymaganiom. Po żmudnych poszukiwaniach wybór padł na Magdalenę Boczarską, dotąd znaną głównie z filmów Idealny facet dla mojej dziewczyny i Lejdis. Aktorka, w pojedynku z dwoma wybitnymi kolegami, biorąc pod uwagę złożoność roli - przemiana z niewinnej blondyneczki w świadomą, czasami bezwzględną agentkę, targaną uczuciami do dwóch, jakże różnych mężczyzn – bardzo dobrze sobie poradziła.
Trzeba również zauważyć, że w filmie znajduje się dużo odważnych scen erotycznych, co stanowi dodatkowe obciążenie dla aktorki. W przeciwieństwie do aktora - Robert Więckiewicz na konferencji prasowej skwitował te sceny zabawnym komentarzem, że udział w nich to była sama przyjemność, a od kiedy przeczytał scenariusz i wiedział, o tych namiętnych fragmentach, to na castingu mocno kibicował właśnie Boczarskiej.
Do wysokiego poziomu scenariusza, reżyserii i aktorstwa dostosowali się pozostali członkowie ekipy, na czele z operatorem Piotrem Wojtowiczem. Zalicza się on niewątpliwie do najlepszych polskich autorów zdjęć. Każdy, kto miał okazję obserwować jego pracę na planie i podczas postprodukcji wie, że jest on prawdziwym tytanem pracy. Dodatkowo potrafi umiejętnie tworzyć klimat opowieści, co pokazał w takich filmach jak „Prymas. Trzy lata z tysiąca” Teresy Kotlarczyk, „Jutro idziemy do kina” Michała Kwiecińskiego, „Kto nigdy nie żył...” Andrzeja Seweryna czy zwłaszcza „Tam i z powrotem” Wojciecha Wójcika. Również w „Różyczce” miał duże pole do popisu. Szczególnie warto zwrócić uwagę, na umiejętne połączenie zdjęć archiwalnych z inscenizowanymi.
Różyczka to kolejny udany film, obok m. in. Rewersu, Domu złego i Wszystkiego co kocham, w którym miejsce akcji zostało osadzone w PRL. Wydaje się, że wreszcie polscy filmowcy zaczęli czerpać pełnymi garściami z najnowszej polskiej historii, i to bez łopatologicznego wbijania do głowy oświeconych prawd i demaskatorskiego tonu. Czasami wystarczy pokazać po prostu jak było, W skali 1:1, bez ubarwiania i tłumaczenia. Widz sam wyciągnie wnioski.
Obraz Kidawy-Błońskiego to trzeci z kolei polski film (po Wszystkim co kocham i Kołysance) jaki widziałem od początku roku. I wszystkie uważam za naprawdę dobre. A przecież poprzedni rok zamykały Rewers i Dom zły. Nie pamiętam, kiedy ostatnio w tak krótkim czasie pojawiło się tyle ciekawych, świetnie zrealizowanych rodzimych filmów. Dodatkowo każdy z nich znalazł sobie całkiem liczną widownię. Miejmy nadzieję, że zbliżające się premiery - Trick Jana Hryniaka i Mistyfikacja Jacka Koprowicza potwierdzą, że polskie kino powróciło na właściwe tory. Najwyższy czas.
PS. W ostatnich dniach wybuchło spore medialne zamieszanie związane z oświadczeniem pełnomocnika rodziny Pawła Jasienicy w którym, pod groźbą procesu sądowego, zabrania się jakiegokolwiek wiązania filmu Różyczka z osobą słynnego pisarza. Cały ten szum i rejwach jest zupełnie niepotrzebny. Różyczka to nie jest niczyja biografia. To film o namiętnościach, polityce i historii, inspirowany smutnymi losami wielu inwigilowanych przez służby bezpieczeństwa osób. Ale to przede wszystkim film o zwykłych ludziach w niezwykłej sytuacji. Pójdźcie, obejrzyjcie i sami się przekonajcie!
Z tego założenia wyszli autorzy scenariusza Różyczki - Maciej Karpiński i Jan Kidawa-Błoński. Przedstawili oni historię dojrzałego, znanego pisarza (Andrzej Seweryn), który wdaje się w romans z dużo młodszą kobietą (Magdalena Boczarska). Zaślepiony namiętnością nie dopuszcza do siebie myśli i sugestii swoich znajomych, że ona może być kimś innym - kimś fałszywym i podstawionym w celu jego inwigilacji. Tymczasem dziewczyna będąca zakochana w Romanie Rożku (Robert Więckiewicz) – kapitanie SB, pod jego wpływem staje się tajnym współpracownikiem o pseudonimie „Różyczka”.
Przyjmując taki punkt wyjścia autorzy dali duże pole do popisu dla aktorów. I trzeba przyznać, że cała trójka wypadła znakomicie. Każda z tych postaci to ludzie z krwi i kości ze swoimi wadami i zaletami, przyzwyczajeniami, poglądami, słabostkami i namiętnościami. Precyzyjnie skonstruowane role wspaniale wypełnili świetni aktorzy. Najtrudniejsze zadanie stało niewątpliwie przed Magdaleną Boczarską - Andrzej Seweryn i Robert Więckiewicz to uznane firmy, potwierdzili znakomitą formę aktorską i pokazali pełnię swoich możliwości. Nawzajem zawieszali sobie wysoko poprzeczkę. Obydwaj wypadli bardzo wiarygodnie. Bohater grany przez Andrzeja Seweryna łączył w sobie delikatność troskliwego ojca i mądrość wybitnego intelektualisty z pasją prawdziwego patrioty i zaangażowaniem odważnego opozycjonisty. Z kolei Roman Rożek w interpretacji Roberta Więckiewicza to dzika namiętność, brutalna siła i ślepa wiara w system, stawiająca lojalność wobec partii nad własne uczucia - człowiek Wewnętrznie tłamszony i niszczony przez zazdrość.
Do tego wybornego duetu musiała dołączyć aktorka, która sprosta stawianym przez nich wymaganiom. Po żmudnych poszukiwaniach wybór padł na Magdalenę Boczarską, dotąd znaną głównie z filmów Idealny facet dla mojej dziewczyny i Lejdis. Aktorka, w pojedynku z dwoma wybitnymi kolegami, biorąc pod uwagę złożoność roli - przemiana z niewinnej blondyneczki w świadomą, czasami bezwzględną agentkę, targaną uczuciami do dwóch, jakże różnych mężczyzn – bardzo dobrze sobie poradziła.
Trzeba również zauważyć, że w filmie znajduje się dużo odważnych scen erotycznych, co stanowi dodatkowe obciążenie dla aktorki. W przeciwieństwie do aktora - Robert Więckiewicz na konferencji prasowej skwitował te sceny zabawnym komentarzem, że udział w nich to była sama przyjemność, a od kiedy przeczytał scenariusz i wiedział, o tych namiętnych fragmentach, to na castingu mocno kibicował właśnie Boczarskiej.
Do wysokiego poziomu scenariusza, reżyserii i aktorstwa dostosowali się pozostali członkowie ekipy, na czele z operatorem Piotrem Wojtowiczem. Zalicza się on niewątpliwie do najlepszych polskich autorów zdjęć. Każdy, kto miał okazję obserwować jego pracę na planie i podczas postprodukcji wie, że jest on prawdziwym tytanem pracy. Dodatkowo potrafi umiejętnie tworzyć klimat opowieści, co pokazał w takich filmach jak „Prymas. Trzy lata z tysiąca” Teresy Kotlarczyk, „Jutro idziemy do kina” Michała Kwiecińskiego, „Kto nigdy nie żył...” Andrzeja Seweryna czy zwłaszcza „Tam i z powrotem” Wojciecha Wójcika. Również w „Różyczce” miał duże pole do popisu. Szczególnie warto zwrócić uwagę, na umiejętne połączenie zdjęć archiwalnych z inscenizowanymi.
Różyczka to kolejny udany film, obok m. in. Rewersu, Domu złego i Wszystkiego co kocham, w którym miejsce akcji zostało osadzone w PRL. Wydaje się, że wreszcie polscy filmowcy zaczęli czerpać pełnymi garściami z najnowszej polskiej historii, i to bez łopatologicznego wbijania do głowy oświeconych prawd i demaskatorskiego tonu. Czasami wystarczy pokazać po prostu jak było, W skali 1:1, bez ubarwiania i tłumaczenia. Widz sam wyciągnie wnioski.
Obraz Kidawy-Błońskiego to trzeci z kolei polski film (po Wszystkim co kocham i Kołysance) jaki widziałem od początku roku. I wszystkie uważam za naprawdę dobre. A przecież poprzedni rok zamykały Rewers i Dom zły. Nie pamiętam, kiedy ostatnio w tak krótkim czasie pojawiło się tyle ciekawych, świetnie zrealizowanych rodzimych filmów. Dodatkowo każdy z nich znalazł sobie całkiem liczną widownię. Miejmy nadzieję, że zbliżające się premiery - Trick Jana Hryniaka i Mistyfikacja Jacka Koprowicza potwierdzą, że polskie kino powróciło na właściwe tory. Najwyższy czas.
Maciej Słowiński, Filmy.pl
PS. W ostatnich dniach wybuchło spore medialne zamieszanie związane z oświadczeniem pełnomocnika rodziny Pawła Jasienicy w którym, pod groźbą procesu sądowego, zabrania się jakiegokolwiek wiązania filmu Różyczka z osobą słynnego pisarza. Cały ten szum i rejwach jest zupełnie niepotrzebny. Różyczka to nie jest niczyja biografia. To film o namiętnościach, polityce i historii, inspirowany smutnymi losami wielu inwigilowanych przez służby bezpieczeństwa osób. Ale to przede wszystkim film o zwykłych ludziach w niezwykłej sytuacji. Pójdźcie, obejrzyjcie i sami się przekonajcie!


Filmy.pl to otwarty portal filmowy, który odwiedzać mogą nie tylko zaprzysięgli kinomaniacy, ale także zwykli fani kina, którzy wyjście do kina traktują jako dobrą rozrywkę. Wszystkim naszym użytkownikom polecamy naszą bazę najnowszych filmów, gorące recenzje kinowe, zwiastuny filmowe oraz galerie zdjęć. Organizujemy konkursy filmowe, w których można zdobyć atrakcyjne nagrody. Zapraszamy także wszystkich na nasze forum filmowe, gdzie można podyskutować na takie tematy jak ulubione filmy, gwiazdy ekranu, technika filmowa, muzyka filmowa, festiwale i nagrody filmowe, kina, filmy telewizyjne… i wiele, wiele innych tematów!














