Czy film zrobiony jak muzyczny teledysk, będący kolażem filmowych cytatów, statycznych zdjęć przypominających fotosy z ekskluzywnego magazynu mody, żonglujący wytartymi, motywami zaczerpniętymi z kultury masowej i banalnymi symbolami, może mówić coś ważnego, czy może poruszyć? O dziwo – może!
Ryzykowny stylistycznie film Toma Forda – projektanta mody opowiada o jednym dniu profesora literatury w średnim wieku, zamieszkującego luksusowy dom z drewna, stali i szkła. George Falconer (Colin Firth)niedawno stracił swego kochanka w wypadku samochodowym, Jim (Matthew Goode) wraca do niego w wyraźnych, natrętnych reminiscencjach. Od pierwszych scen nie mamy wątpliwości, że bohater nie radzi sobie ze stratą i planuje popełnić samobójstwo. Jednak zabić się nie jest łatwo, zwłaszcza, gdy jest się takim pedantem jak George. Co zrobić, żeby zostawić po sobie jak najmniej odrażające zwłoki, czy lepiej leżeć czy dostojnie opierać się na poduszce? Czy zminimalizować ilość bryzgającej krwi okrywając się śpiworem, czy też ultra higienicznie strzelić sobie w głowę pod prysznicem? Zmagania z cielesną powłoką wahają się między powagą a śmiesznością.
Narracja filmu jest konsekwentnie subiektywna. Kolorystyka zdjęć zmienia się wraz z nastrojem bohatera. Dominująca szarość przechodzi w bardziej nasyconą, a czasem przesyconą paletę barw w chwilach, gdy uwaga George’a zostaje zaprzątnięta ładnym widokiem lub zaczepką miłego rozmówcy. Do świadomości zrozpaczonego, umęczonego umysłu wkrada się niechciana radość życia i piękno otaczającego świata, kuszące rozmaitymi formami: blask słońca za oknem, karminowy uśmiech sekretarki, maślany zapach sierści szczeniaka, niebieskie oczy studenta… Dla George’a wszystko to tylko przelotny estetyczny flirt, chwile jasności i harmonii, tak intensywne, że przeszkadzają w planach ostatecznego unicestwienia, a jednocześnie zbyt ulotne by pozwalały te plany zarzucić. Bohater próbuje jednak skupić uwagę na celu, który sobie obrał, opędzanie się od pulsującego życia, podskórnego erotyzmu korespondują z przezwyciężaniem technicznych trudności związanych z samobójstwem. Napotykani po drodze przyjaciele, sąsiedzi, studenci i atrakcyjni nieznajomi mimowolnie sprowadzają go z obranej ścieżki, on wydaje się zdecydowany, jednak jak przestrzega Emile Cioran: Obsesja samobójstwa to właściwość człowieka niezdolnego już ani do życia, ani do śmierci, którego uwaga nigdy nie odrywa się od tej podwójnej niemożności.
Perfekcja każdego kadru Samotnego mężczyzny przynosi na myśl kreację Haute Couture, choć jest to raczej męski garnitur niż balowa suknia – użyte środki estetyczne są niezwykle eleganckie, ale stonowane, proste, nieco konwencjonalne i pozbawione ekstrawagancji. Ford miesza pomysły zaczerpnięte z bogatej historii mody i kinematografii i wkłada jedne w drugie jak matrioszki: bohater parkujący samochód pod billboardem przywodzi na myśl bohatera Słodkiego życia Felliniego (1960), potem widać, że to plakat z Psychozy Hitchcocka (1960); utrzymane w czarno-białej kolorystyce wspomnienia z wakacji z ukochanym Jimem wyglądające jak reklamy Calvina Kleina z lat 90. ożywają czasem na wzór teledysku Wonderful life Blacka (1987); zbliżenia połowy twarzy kobiet w strojach a la Givenchy i YSL do złudzenia przypominają technikę filmów Wong Kar Waia z charakterystycznym przyspieszeniem w momencie mrugnięcia okiem; nieznajomy o wyglądzie Jamesa Deana przy bliższym poznaniu okazuje się być sprzedajnym latynoskim kochankiem o imieniu oczywiście - Carlos… Wszystko to dodatkowo zatopione z natrętnie melancholijnej muzyce Abla Korzeniowskiego, niemal identycznej jak ta, ze Spragnionych miłości (2000). Choć czasem duszno robi się od tego nagromadzenia kulturowych kalek narracja się nie rozmywa, wszystko spaja punkt widzenia głównego bohatera, tworząc coś w rodzaju przestylizowanej mowy pozornie zależnej. W estecie - pedancie George’u jak w soczewce skupia się świat przefiltrowany przez motywy i obrazy, do których przez lata przywiązał się jego umysł. To pamięć, a nie wyobraźnia jest tu głównym narzędziem porządkującym, bo wszystko co widzimy jest widzeniem kogoś, kto nie ma już przyszłości, kto nie dożyje rana, kogoś, dla kogo „wszystko już było”.
Przełożona na język filmu mowa pozornie zależna ma jeszcze inne uzasadnienie – dzięki takiej narracji bohater patrzy na siebie jakby z zewnątrz, oczami innych ludzi. W tym ujęciu George jest równie nienaganny jak garnitur, który nosi - nawet czytając książkę w toalecie, siedząc na sedesie pieści oczy widza. Człowiek wygląda tak perfekcyjnie tylko w dwóch przypadkach: na wyretuszowanym zdjęciu reklamowym i… w trumnie, bo doskonale nieruchomy nie może się wymiąć, ubrudzić, nie rozmaże makijażu ani nie zepsuje fryzury. Kontaminacja mody i śmierci jest tu zatem ścisła, George patrzy na siebie ja na trupa, którym już się podświadomie czuje. Całuje na pożegnanie gosposię, szykuje sobie strój na pogrzeb, wygłasza coś w rodzaju mowy żałobnej na swoim ostatnim wykładzie dla studentów, urządza sobie kameralną stypę z przyjaciółką Charlotte (Julianne Moore)… Estetyczne widzenie świata przez bohatera jest potęgowane przez jego egocentryzm, bo jak sam przyznaje, stracił kogoś, kto rozpraszał jego skupienie na własnej osobie, to Jim przez lata umożliwiał mu bliższy kontakt ze światem zewnętrznym. Cała ta formalna gimnastyka Toma Forda nie jest tylko popisem estetycznych możliwości reżysera-projektanta, ale ma uzasadnienie w emocjonalnej warstwie obrazu. Świat wykreowany przez umysł zrozpaczonego bohatera przywraca słowu „niezastąpiony” należną mu powagę, jakby drwiąc z powszechnych przeświadczeń, że „każda miłość jest pierwsza” i „co nas nie zabije, to nas wzmocni”. Choć George daje sobie jeszcze szansę, jego ostatnia randka przypomina tę z Ostatniego tanga w Paryżu (1972) - w wszelkiej aktywności George’a, podobnie jak u bohatera filmu Bertolucciego immanentnie obecna jest już zapowiedź przyszłej klęski.
Tytułowy single man nie oznacza tylko kogoś, kto nie jest już w związku, ale kogoś, kto dla innych nigdy w nim nie był. Lata 60. to dla mniejszości homoseksualnych niewesołe czasy, kiedy jej przedstawiciele w najlepszym przypadku mogli liczyć na obojętność. Dlatego George przez większość życia starał się być niewidoczny, nie wiadomo ile z jego pedanterii wynika z natury, a ile z umiejętności adaptacyjnych. Przez lata zmuszony do zakładania masek, rozkwitał emocjonalnie do wewnątrz, redukując do minimum swe kontakty z otoczeniem. Rozżalenie wyobcowanego homoseksualisty manifestuje się implicite, bez efektownych społecznych oskarżeń. Najboleśniej widoczne jest ono w relacjach z przyjaciółką, z którą pozornie łączy go intymne porozumienie. W rzeczywistości Charlotte nigdy nie traktowała poważnie jego miłości do Jima, nawet swoje nieudane małżeństwo ceni wyżej niż gejowski „kaprys” George’a. Ich spotkania to tylko powielany schemat wzajemnego użalania się i pocieszania przy butelce ginu i akompaniamencie jednowymiarowych wspomnień, anegdotek i salw śmiechu.
George jest osamotniony w swej postawie etycznej. Ford konstruuje swego bohatera z drobnych detali, ale w tych nakładających się na siebie szkiców wyłania się kompletny, wielowymiarowy obraz osoby. W chęci odebrania sobie życia tkwi nie tylko rozpacz po stracie, ale afirmacja pewnej postawy wobec wartości. Pragnienie autodestrukcji jest jak bunt Adama wobec Boga – niezgoda na wyjście z raju, na życie połowiczne, na „jakoś to będzie”. Dawno nie było w kinie tak zdecydowanej, a jednocześnie subtelnej krytyki pustego kultu życia, w Samotnym mężczyźnie wybrzmiewa echo dekadenckiego niepokoju Wielkiego żarcia Marco Ferreri’ego (1973). Podobnie jak tam, samounicestwienie nie jest ostatecznością, ale świadomym wyborem, gestem skrajnego przywiązaniem do egzystencji na sto procent, przekonania, że życie ma sens tylko wówczas, gdy istnieją w nim wartości większe od samego życia. W jednej scenie George zauważa, że jest uważnie obserwowany przez dziewczynkę z sąsiedztwa: niebieska, bufiasta sukienka; buciki z paskiem założone na białe skarpetki; biały królik, z którym się bawi i dziwny monolog, pełen abstrakcyjnego humoru, który wygłasza, bezbłędnie przynosi na myśl Alicję – bohaterkę powieści Carrolla. Dziewczynka patrzy na George’a jak na ogród za malutkimi drzwiami, przez które z racji swoich rozmiarów nie może przejść - George jest odległy i niedostępny, a jednocześnie silnie przyciąga magnetyzmem tajemniczego świata. Taką osobliwością musi być postawa bohatera Samotnego mężczyzny dla przeciętnego widza z początku XXI wieku, gdzie w tym ciągłym pośpiechu i rozpasanej konsumpcji jest miejsce na zdecydowane powiedzenie „stop” i „nie”? Tom Ford ujawnia pewien paradoks współczesnych nam czasów – wszyscy cenią piękno, ale mało kto umie je naprawdę przeżywać i zrozumieć, piękno się sprzedaje i kupuje, jednak ten kto traktuje je poważnie jest szaleńcem. Ford w swoim filmie nie jest tylko kreatorem trendów, ale prawdziwym estetą. Błyskotliwy, emocjonalnie inteligentny, odważny i zaskakująco dojrzały debiut, dzięki takim obrazom na dłuższą chwilę cisza tłumi hałas…
Ludwika Mastalerz, Filmy.pl


Filmy.pl to otwarty portal filmowy, który odwiedzać mogą nie tylko zaprzysięgli kinomaniacy, ale także zwykli fani kina, którzy wyjście do kina traktują jako dobrą rozrywkę. Wszystkim naszym użytkownikom polecamy naszą bazę najnowszych filmów, gorące recenzje kinowe, zwiastuny filmowe oraz galerie zdjęć. Organizujemy konkursy filmowe, w których można zdobyć atrakcyjne nagrody. Zapraszamy także wszystkich na nasze forum filmowe, gdzie można podyskutować na takie tematy jak ulubione filmy, gwiazdy ekranu, technika filmowa, muzyka filmowa, festiwale i nagrody filmowe, kina, filmy telewizyjne… i wiele, wiele innych tematów!














