Belgijski kandydat do Oscara w pełni zasłużył na to wyróżnienie. Ma wszystko, co mieć powinien: ciekawą historię, świetnie prowadzoną narrację, niezłe zdjęcia i aktorów w pełni oddających całą gamę uczuć, jaka pojawia się na ekranie. To kawał dobrej filmowej roboty.
Opowieści o alkoholizmie i dzieciach z rodzin patologicznych to w Polsce nie nowość. Życie przekłada się na filmowe narracje i wydawać by się mogło, że widzieliśmy już wszystko. Tym bardziej zaskakuje, że belgijski Boso, ale na rowerze robi na nas – wybrednych widzów zaznajomionych z tematem – bardzo dobre wrażenie. To zasługa tak naprawdę niezbyt oryginalnego, ale świetnie zrealizowanego scenariusza opartego na powieści Dimitri Verhulsta De helaasheid der dingen.
Kilkunastoletni Gunter żyje wśród barwnych postaci swojego ojca i jego braci: alkoholików, hazardzistów, kobieciarzy i zawadiaków. Takie życie to wieczna zabawa, beztroskie pogrążanie się w oszołomieniu, ale też agresja i rozpacz ojca po porzuceniu przez żonę - matkę Guntera. Przez ciągłe burdy w domu Gunter ma kłopoty w szkole, z którymi jednak musi radzić sobie sam, bo na swoich opiekunów liczyć raczej nie może. Hulanki i pijaństwo zmierzają więc oczywiście do tego, do czego muszą: do całkowitej degrengolady. Jednak filmowi daleko do moralitetu potępiającego wszelką patologię.
To zasługa stworzenia wielowymiarowych postaci, świetnie zresztą zagranych. Tutaj nikt nie jest tylko czarny, albo tylko biały, a wszystkie zjawiska są oceniane niejednoznacznie. Pijaństwo i zabawa pokazane są z humorem, jakby stanowiły po prostu pewnego rodzaju przygodę, w której bierze udział nastolatek, jakby było to ubarwienie jego życia, o którym zwykli chłopcy mogą tylko pomarzyć. Od dziecka wychowywany w takiej atmosferze, Gunter nie zdaje sobie sprawy z patologiczności sytuacji, w jakiej się znajduje; nie jest tylko ofiarą, która potrzebuje pomocy. Nie ma tu tak częstej w polskich filmach martyrologii – owszem, sytuacja się pogarsza, ale świat i tak jest piękny. Wygląda na to, że chłopak jest całkiem zadowolony z przysługującej mu wolności, z warunków w jakich dorasta. Śmiech – to duży atut tego filmu. Śmiech i zabawa na ekranie, ale i śmiech widzów, bo film jest po prostu zabawny.
Momentami film jednak wzrusza i to w najbardziej naturalny sposób, bo reżyserowi udało się uniknąć przesadnego sentymentalizmu. Szczególnie przekonująco wypada tutaj skomplikowana relacja Guntera z ojcem – alkoholikiem nie potrafiącym poradzić sobie z utratą żony. Łączy ich silna więź, której zapewne brakuje w wielu rodzinach uznawanych za „normalne”. Choć stan ojca pogarsza się i coraz częściej reaguje on agresją skupiającą się na synu, to ich relacja wciąż jest silna, wciąż się kochają. To również efekt mocnych więzi spajających całą rodzinę. Z jednej strony jest to męska przyjaźń, z drugiej rodzinny honor, którego Gunterowi przyjdzie bronić. Zrozumiałe staje się więc wahanie chłopca, jakby nie mógł się zdecydować, czy jego rodzina jest tak naprawdę zła, czy dobra. I bezsilna złość, kiedy jego decyzje nie są w rodzinie ocenione tak, jak przewidywał. Chłopak jest zagubiony i na własną rękę szuka wyjścia z tej sytuacji.
Wiarygodności całej historii przydaje fakt, że poznajemy ją z perspektywy już dorosłego bohatera. Gunterowi udało się w pewnym sensie uniknąć losu swojego ojca i wujków, choć wydawało się, że jest skazany na to, by być dokładnie taki sam. Jednocześnie wpływ rodziny jest nie do uniknięcia, Gunter powtarza błędy ojca i wciąż nie umie poradzić sobie z tym, jak wyglądało jego dzieciństwo. Jakby wciąż się wahał, jak oceniać to, co go spotkało. I my wahamy się razem z nim.
Opowieści o alkoholizmie i dzieciach z rodzin patologicznych to w Polsce nie nowość. Życie przekłada się na filmowe narracje i wydawać by się mogło, że widzieliśmy już wszystko. Tym bardziej zaskakuje, że belgijski Boso, ale na rowerze robi na nas – wybrednych widzów zaznajomionych z tematem – bardzo dobre wrażenie. To zasługa tak naprawdę niezbyt oryginalnego, ale świetnie zrealizowanego scenariusza opartego na powieści Dimitri Verhulsta De helaasheid der dingen.
Kilkunastoletni Gunter żyje wśród barwnych postaci swojego ojca i jego braci: alkoholików, hazardzistów, kobieciarzy i zawadiaków. Takie życie to wieczna zabawa, beztroskie pogrążanie się w oszołomieniu, ale też agresja i rozpacz ojca po porzuceniu przez żonę - matkę Guntera. Przez ciągłe burdy w domu Gunter ma kłopoty w szkole, z którymi jednak musi radzić sobie sam, bo na swoich opiekunów liczyć raczej nie może. Hulanki i pijaństwo zmierzają więc oczywiście do tego, do czego muszą: do całkowitej degrengolady. Jednak filmowi daleko do moralitetu potępiającego wszelką patologię.
To zasługa stworzenia wielowymiarowych postaci, świetnie zresztą zagranych. Tutaj nikt nie jest tylko czarny, albo tylko biały, a wszystkie zjawiska są oceniane niejednoznacznie. Pijaństwo i zabawa pokazane są z humorem, jakby stanowiły po prostu pewnego rodzaju przygodę, w której bierze udział nastolatek, jakby było to ubarwienie jego życia, o którym zwykli chłopcy mogą tylko pomarzyć. Od dziecka wychowywany w takiej atmosferze, Gunter nie zdaje sobie sprawy z patologiczności sytuacji, w jakiej się znajduje; nie jest tylko ofiarą, która potrzebuje pomocy. Nie ma tu tak częstej w polskich filmach martyrologii – owszem, sytuacja się pogarsza, ale świat i tak jest piękny. Wygląda na to, że chłopak jest całkiem zadowolony z przysługującej mu wolności, z warunków w jakich dorasta. Śmiech – to duży atut tego filmu. Śmiech i zabawa na ekranie, ale i śmiech widzów, bo film jest po prostu zabawny.
Momentami film jednak wzrusza i to w najbardziej naturalny sposób, bo reżyserowi udało się uniknąć przesadnego sentymentalizmu. Szczególnie przekonująco wypada tutaj skomplikowana relacja Guntera z ojcem – alkoholikiem nie potrafiącym poradzić sobie z utratą żony. Łączy ich silna więź, której zapewne brakuje w wielu rodzinach uznawanych za „normalne”. Choć stan ojca pogarsza się i coraz częściej reaguje on agresją skupiającą się na synu, to ich relacja wciąż jest silna, wciąż się kochają. To również efekt mocnych więzi spajających całą rodzinę. Z jednej strony jest to męska przyjaźń, z drugiej rodzinny honor, którego Gunterowi przyjdzie bronić. Zrozumiałe staje się więc wahanie chłopca, jakby nie mógł się zdecydować, czy jego rodzina jest tak naprawdę zła, czy dobra. I bezsilna złość, kiedy jego decyzje nie są w rodzinie ocenione tak, jak przewidywał. Chłopak jest zagubiony i na własną rękę szuka wyjścia z tej sytuacji.
Wiarygodności całej historii przydaje fakt, że poznajemy ją z perspektywy już dorosłego bohatera. Gunterowi udało się w pewnym sensie uniknąć losu swojego ojca i wujków, choć wydawało się, że jest skazany na to, by być dokładnie taki sam. Jednocześnie wpływ rodziny jest nie do uniknięcia, Gunter powtarza błędy ojca i wciąż nie umie poradzić sobie z tym, jak wyglądało jego dzieciństwo. Jakby wciąż się wahał, jak oceniać to, co go spotkało. I my wahamy się razem z nim.
Monika Olszewska, Filmy.pl


Filmy.pl to otwarty portal filmowy, który odwiedzać mogą nie tylko zaprzysięgli kinomaniacy, ale także zwykli fani kina, którzy wyjście do kina traktują jako dobrą rozrywkę. Wszystkim naszym użytkownikom polecamy naszą bazę najnowszych filmów, gorące recenzje kinowe, zwiastuny filmowe oraz galerie zdjęć. Organizujemy konkursy filmowe, w których można zdobyć atrakcyjne nagrody. Zapraszamy także wszystkich na nasze forum filmowe, gdzie można podyskutować na takie tematy jak ulubione filmy, gwiazdy ekranu, technika filmowa, muzyka filmowa, festiwale i nagrody filmowe, kina, filmy telewizyjne… i wiele, wiele innych tematów!














