Spokojnym miasteczkiem Springwood w stanie Ohio wstrząsa seria potwornych śmierci nastolatków, rozpoczęta podejrzanym "samobójstwem" powszechnie lubianego Deana, popełnionym podczas dziwnego rodzaju snu. Wkrótce okazuje się, że kilkoro jego kolegów boi się zasnać, gdyż śnią o brutalnym mordercy z rękawicą zakończoną nożami. Sny powoduje pewna potworna historia z przeszłości, którą przed młodymi bohaterami ukrywają rodzice...
Tyle tytułem wstępu. Starsi widzowie doskonale znają fantasmagoryczną serię filmów o Freddy'm Kruegerze, potwornym, ale i dowcipnym zabójcy, przychodzącym po nastolatki we śnie. Młodsi z pewnością też na pewno widzieli któryś z filmów z pierwotnej serii autorstwa Wesa Cravena. Niestety - w takim przypadku nowa wersja Koszmaru... potwornie Was rozczaruje.
Zacznę może jednak od pozytywnych stron obrazu. Debiutujący Samuel Bayer (który do tej pory kręcił reklamówki i teledyski - na swoim koncie ma m.in. legendarne Smells Like Teen Spirit Nirvany) postawił na oniryczny i nieco ekspresjonistyczny klimat. Ujęcia kręcone pod dziwnymi kątami, dziwne wizje (np. śnieg padający w pokoju jednej z bohaterek) czy przenikanie się rzeczywistości i świata Freddy'ego Kruegera stworzone są mistrzowsko. Świetnie oddany jest klimat spokojnych amerykańskich suburbiów, gdzie nawet matki i ojcowie głównych bohaterów wyglądają jak dzieła chirurgów plastycznych - tutaj brzmią dalekie echa kultowego Donniego Darko, a nawet Twin Peaks. To też świat ściśle dopasowany do obecnych realiów - męscy bohaterowie to androgyniczni przystojniacy, jeden z nich zmaga się z ADHD, a główny wątek filmu obraca się dookoła wszechobecnego dziś tematu pedofilii (zgodnie zresztą z oryginalnym scenariuszem Wesa Cravena). Film jest też bardzo dynamiczny, kapitalnie dobrane zostały efekty specjalne (czasami przypominające Silent Hill), a niektóre zestawienia montażowe naprawdę mogą zaszokować.
Dobrze wypadają również główni aktorzy - znany z Udręczonych Kyle Gallner świetnie wciela się w rolę neurotycznego, wycofanego, po Pattinsonowsku "rozmemłanego", ale przy tym w dziwny sposób silnego emo-dzieciaka Quentina, który pomaga swojemu obiektowi westchnień, Nancy (także nieźle zagranej przez Rooney Mara) w pokonaniu widziadła-mordercy. Dobrą kreację daje też znany m.in. z rólki w Skazanych na Shawshank Clancy'ego Browna w roli ojca Quentina, szkolnego psychologa.
I na tym niestety pozytywy się kończą. Pozostałe postaci są papierowe do granic możliwości, scenariusz jest do bólu przewidywalny, a mające nas zaskoczyć "przerażające" sceny z Freddy'm Kruegerem w roli głównej są zerżnięte z innych niedawnych przebojów horroru i nie przyprawiają nawet o uśmiech. I tu mamy największy mankament filmu - Krueger w interpretacji Jackiego Earla Haleya jest jak najbardziej owładniętym żądzą mordu i zemsty psycholem - ale przy tym też potwornym, drętwym sztywniakiem, nieposiadającym ani grama dowcipu, ironii i cwaniackiego sznytu nadanego wcześniej tej postaci przez Roberta Englunda. Doprawdy, gdyby choć na chwilę na ekranie pojawił się "stary" Freddy, mogłoby to wyglądać zupełnie inaczej. Tymczasem widzowie, głodni porządnego remake'u jednego z najbardziej kultowych - jeżeli nie W OGÓLE najbardziej kultowego horroru wszech czasów - zamiast wymarzonego powrotu Freddy'ego otrzymują przeciętny, choć ładny plastycznie i całkiem niezły aktorsko slasher movie dla nastolatków zakochanych w Sadze Zmierzch. Tak się nie robi...
Jednak jeżeli mimo wszystko zamierzacie się wybrać na ten film, na pewno warto go obejrzeć ze względu na klimat i scenografię planów. No i nie wychodźcie przed końcem - jeżeli podobało Wam się to, co zrobił Sam Raimi w ostatniej scenie Wrót do piekieł, będziecie zachwyceni ostatnią sceną nowego Koszmaru z ulicy Wiązów. Gdyby jeszcze mógł tu zagrać Englund...
Tyle tytułem wstępu. Starsi widzowie doskonale znają fantasmagoryczną serię filmów o Freddy'm Kruegerze, potwornym, ale i dowcipnym zabójcy, przychodzącym po nastolatki we śnie. Młodsi z pewnością też na pewno widzieli któryś z filmów z pierwotnej serii autorstwa Wesa Cravena. Niestety - w takim przypadku nowa wersja Koszmaru... potwornie Was rozczaruje.
Zacznę może jednak od pozytywnych stron obrazu. Debiutujący Samuel Bayer (który do tej pory kręcił reklamówki i teledyski - na swoim koncie ma m.in. legendarne Smells Like Teen Spirit Nirvany) postawił na oniryczny i nieco ekspresjonistyczny klimat. Ujęcia kręcone pod dziwnymi kątami, dziwne wizje (np. śnieg padający w pokoju jednej z bohaterek) czy przenikanie się rzeczywistości i świata Freddy'ego Kruegera stworzone są mistrzowsko. Świetnie oddany jest klimat spokojnych amerykańskich suburbiów, gdzie nawet matki i ojcowie głównych bohaterów wyglądają jak dzieła chirurgów plastycznych - tutaj brzmią dalekie echa kultowego Donniego Darko, a nawet Twin Peaks. To też świat ściśle dopasowany do obecnych realiów - męscy bohaterowie to androgyniczni przystojniacy, jeden z nich zmaga się z ADHD, a główny wątek filmu obraca się dookoła wszechobecnego dziś tematu pedofilii (zgodnie zresztą z oryginalnym scenariuszem Wesa Cravena). Film jest też bardzo dynamiczny, kapitalnie dobrane zostały efekty specjalne (czasami przypominające Silent Hill), a niektóre zestawienia montażowe naprawdę mogą zaszokować.
Dobrze wypadają również główni aktorzy - znany z Udręczonych Kyle Gallner świetnie wciela się w rolę neurotycznego, wycofanego, po Pattinsonowsku "rozmemłanego", ale przy tym w dziwny sposób silnego emo-dzieciaka Quentina, który pomaga swojemu obiektowi westchnień, Nancy (także nieźle zagranej przez Rooney Mara) w pokonaniu widziadła-mordercy. Dobrą kreację daje też znany m.in. z rólki w Skazanych na Shawshank Clancy'ego Browna w roli ojca Quentina, szkolnego psychologa.
I na tym niestety pozytywy się kończą. Pozostałe postaci są papierowe do granic możliwości, scenariusz jest do bólu przewidywalny, a mające nas zaskoczyć "przerażające" sceny z Freddy'm Kruegerem w roli głównej są zerżnięte z innych niedawnych przebojów horroru i nie przyprawiają nawet o uśmiech. I tu mamy największy mankament filmu - Krueger w interpretacji Jackiego Earla Haleya jest jak najbardziej owładniętym żądzą mordu i zemsty psycholem - ale przy tym też potwornym, drętwym sztywniakiem, nieposiadającym ani grama dowcipu, ironii i cwaniackiego sznytu nadanego wcześniej tej postaci przez Roberta Englunda. Doprawdy, gdyby choć na chwilę na ekranie pojawił się "stary" Freddy, mogłoby to wyglądać zupełnie inaczej. Tymczasem widzowie, głodni porządnego remake'u jednego z najbardziej kultowych - jeżeli nie W OGÓLE najbardziej kultowego horroru wszech czasów - zamiast wymarzonego powrotu Freddy'ego otrzymują przeciętny, choć ładny plastycznie i całkiem niezły aktorsko slasher movie dla nastolatków zakochanych w Sadze Zmierzch. Tak się nie robi...
Jednak jeżeli mimo wszystko zamierzacie się wybrać na ten film, na pewno warto go obejrzeć ze względu na klimat i scenografię planów. No i nie wychodźcie przed końcem - jeżeli podobało Wam się to, co zrobił Sam Raimi w ostatniej scenie Wrót do piekieł, będziecie zachwyceni ostatnią sceną nowego Koszmaru z ulicy Wiązów. Gdyby jeszcze mógł tu zagrać Englund...
Maciej Nawrot, Filmy.pl


Filmy.pl to otwarty portal filmowy, który odwiedzać mogą nie tylko zaprzysięgli kinomaniacy, ale także zwykli fani kina, którzy wyjście do kina traktują jako dobrą rozrywkę. Wszystkim naszym użytkownikom polecamy naszą bazę najnowszych filmów, gorące recenzje kinowe, zwiastuny filmowe oraz galerie zdjęć. Organizujemy konkursy filmowe, w których można zdobyć atrakcyjne nagrody. Zapraszamy także wszystkich na nasze forum filmowe, gdzie można podyskutować na takie tematy jak ulubione filmy, gwiazdy ekranu, technika filmowa, muzyka filmowa, festiwale i nagrody filmowe, kina, filmy telewizyjne… i wiele, wiele innych tematów!








