Evelyn Salt, czołowa agentka operacyjna CIA i do szaleństwa zakochana w swoim mężu żona naukowca, zostaje nieoczekiwanie oskarżona o uczestnictwo w spisku na życie jednej z najważniejszych światowych osobistości. Autorem donosu jest schorowany agent FSB, Orłow (Daniel Olbrychski). Szef i przyjaciel Salt, Tim Winter (Liev Schreiber) nie wierzy w winę podwładnej. Gdy jednak ta, przerażona i zaszczuta dokonuje brawurowej ucieczki z budynku CIA, sytuacja się zmienia. Salt próbuje uratować ukochanego męża (który znika w tajemniczy sposób), mając jednocześnie na karku służby specjalne, uważające ją za zdrajczynię. Wkrótce wychodzą na jaw dawno zapomniane szczegóły z życia Salt, które mają przemożny wpływ na dalszą akcję filmu...
Nie uchylajmy jednak dalej rąbka tajemnicy. Scenariusz, mimo ciekawego zawiązania akcji i dobrego motywu przewodniego, jest niezmiernie pogmatwany i wydaje się drastycznie pocięty, by zawrzeć w filmie jak najwięcej scen akcji. Te są nakręcone z dużym znawstwem i fachowością (za zdjęcia odpowiedzialny jest wszak tytan amerykańskiej operatorki Robert Elswit), jednak twórcy filmu ulegli popularnej ostatnio tendencji do chaotycznych ruchów kamery i "ultraszybkiego" montażu, dzięki czemu niektóre ujęcia - mimo całej zawartej w nich dynamiki - są nieczytelne dla oka widza. Ciekawą historię, poruszającą jeden z najbardziej tajemniczych i niezbadanych wątków zimnej wojny, okrojono zaledwie na sztafaż dla kolejnego dobrego, ale nie wybitnego filmu akcji. Ktokolwiek pamięta doskonałe filmy Phillipa Noyce'a sprzed kilkunastu lat - Czas patriotów i Stan zagrożenia - i oczekuje rozrywki na podobnym poziomie, będzie zawiedziony. Do tego - niestety muszę zaspoilerować - fabuła filmu urywa się w tak kretyński i niespodziewany sposób, że większości widzów będzie pewnie trudno to ogarnąć, ale zalatuje to celowym działaniem pod stworzenie sequela.
Tym niemniej film jest interesujący ze względu zarówno na dobre kreacje aktorskie, jak i postać głównej bohaterki. Reklamowana w jednej z czytanych przeze mnie recenzji jako "baba z jajami", Evelyn Salt jest postacią o tyle nieszablonową, że właśnie bardzo kobiecą. Archetyp "baby z jajami", czy też mówiąc inaczej "zimnej suczy", rozprawiającej się z tabunami wrogów jedną ręką i z uśmiechem na twarzy zupełnie nie pasuje do obrazu kreowanego przez Angelinę Jolie. Evelyn Salt co prawda jest świetnie wyszkolona, fantastycznie wygimnastykowana i - kiedy trzeba - niezwykle brutalna, ale nie wygląda na osobę, którą satysfakcjonuje zadawanie bólu i mord. Przemoc w jej wykonaniu jest motywowana wyższymi uczuciami - to patriotyzmem, to miłością do męża. Właśnie miłość jest tutaj motywem przewodnim, co szczerze mówiąc jest rzadko spotykane w filmie akcji. Dzięki scenom retrospektywnym widzimy, że agentka Salt jest osobą uczuciową i ciepłą, co w pracy szpiega nie zawsze wychodzi na dobre. Wrażenie cierpienia wzmacnia wizualny wygląd aktorki, niezmiernie szczupłej, a raczej należałoby powiedzieć - wychudzonej, w niczym nie przypominającej Jolie z początku kariery. Angelina Jolie jest zdecydowanie najjaśniejszym punktem obrazu, kreując niezwykle ludzki portret postaci, od której oczekiwalibyśmy raczej zdehumanizowania i działania "na zimno".
Warto też wspomnieć o pozostałych członkach obsady. Świetnie spisał się Olbrychski, przekonująco wypadając w roli rosyjskiego weterana zimnej wojny. Kolejnym polskim akcentem jest niewielka rola polonijnego aktora Olka Krupy - wygląda na to, że "udawany rosyjski" akcent przejadł już się Amerykanom i wolą twardszy, ale bardziej czytelny polski - oby tak dalej! Oklaski należą się także Lvovi Schreiberowi, który grając z właściwą sobie nonszalancją bardzo udanie kreuje rolę przejętego losem Salt zwierzchnika. Z epizodycznych aktorów pochwaliłbym Coreya Stolla, który ma świetną rólkę rosyjskiego "uśpionego" agenta.
Cóż jeszcze? Może muzyka Jamesa Newtona Howarda, która początkowo świetnie pasuje do tempa akcji, ale później zaczyna drażnić swoim patosem. Doskonała sekwencja pościgu uciekającej Salt po ulicach Waszyngtonu (jeden z jasnych punktów filmu). Spore "zawieszenie niewiary" przy realiach (żona obcokrajowca wysoko postawioną agentką CIA? Ciekawe...). Powrót do tematyki post-zimnowojennej, która jednak sama z siebie nie wskrzesza ducha thrillerów polityczno-szpiegowskich z dekad 70-90. Odtrąbienie renesansu tego gatunku na podstawie tego filmu jest stwierdzeniem mocno na wyrost.
Czy więc warto? Warto, jeżeli ktoś jest fanem niezłego kina akcji i Angeliny Jolie. Pozostali równie dobrze mogą się świetnie bawić, jak i wyjść z kina ze sporym niedosytem.
Nie uchylajmy jednak dalej rąbka tajemnicy. Scenariusz, mimo ciekawego zawiązania akcji i dobrego motywu przewodniego, jest niezmiernie pogmatwany i wydaje się drastycznie pocięty, by zawrzeć w filmie jak najwięcej scen akcji. Te są nakręcone z dużym znawstwem i fachowością (za zdjęcia odpowiedzialny jest wszak tytan amerykańskiej operatorki Robert Elswit), jednak twórcy filmu ulegli popularnej ostatnio tendencji do chaotycznych ruchów kamery i "ultraszybkiego" montażu, dzięki czemu niektóre ujęcia - mimo całej zawartej w nich dynamiki - są nieczytelne dla oka widza. Ciekawą historię, poruszającą jeden z najbardziej tajemniczych i niezbadanych wątków zimnej wojny, okrojono zaledwie na sztafaż dla kolejnego dobrego, ale nie wybitnego filmu akcji. Ktokolwiek pamięta doskonałe filmy Phillipa Noyce'a sprzed kilkunastu lat - Czas patriotów i Stan zagrożenia - i oczekuje rozrywki na podobnym poziomie, będzie zawiedziony. Do tego - niestety muszę zaspoilerować - fabuła filmu urywa się w tak kretyński i niespodziewany sposób, że większości widzów będzie pewnie trudno to ogarnąć, ale zalatuje to celowym działaniem pod stworzenie sequela.
Tym niemniej film jest interesujący ze względu zarówno na dobre kreacje aktorskie, jak i postać głównej bohaterki. Reklamowana w jednej z czytanych przeze mnie recenzji jako "baba z jajami", Evelyn Salt jest postacią o tyle nieszablonową, że właśnie bardzo kobiecą. Archetyp "baby z jajami", czy też mówiąc inaczej "zimnej suczy", rozprawiającej się z tabunami wrogów jedną ręką i z uśmiechem na twarzy zupełnie nie pasuje do obrazu kreowanego przez Angelinę Jolie. Evelyn Salt co prawda jest świetnie wyszkolona, fantastycznie wygimnastykowana i - kiedy trzeba - niezwykle brutalna, ale nie wygląda na osobę, którą satysfakcjonuje zadawanie bólu i mord. Przemoc w jej wykonaniu jest motywowana wyższymi uczuciami - to patriotyzmem, to miłością do męża. Właśnie miłość jest tutaj motywem przewodnim, co szczerze mówiąc jest rzadko spotykane w filmie akcji. Dzięki scenom retrospektywnym widzimy, że agentka Salt jest osobą uczuciową i ciepłą, co w pracy szpiega nie zawsze wychodzi na dobre. Wrażenie cierpienia wzmacnia wizualny wygląd aktorki, niezmiernie szczupłej, a raczej należałoby powiedzieć - wychudzonej, w niczym nie przypominającej Jolie z początku kariery. Angelina Jolie jest zdecydowanie najjaśniejszym punktem obrazu, kreując niezwykle ludzki portret postaci, od której oczekiwalibyśmy raczej zdehumanizowania i działania "na zimno".
Warto też wspomnieć o pozostałych członkach obsady. Świetnie spisał się Olbrychski, przekonująco wypadając w roli rosyjskiego weterana zimnej wojny. Kolejnym polskim akcentem jest niewielka rola polonijnego aktora Olka Krupy - wygląda na to, że "udawany rosyjski" akcent przejadł już się Amerykanom i wolą twardszy, ale bardziej czytelny polski - oby tak dalej! Oklaski należą się także Lvovi Schreiberowi, który grając z właściwą sobie nonszalancją bardzo udanie kreuje rolę przejętego losem Salt zwierzchnika. Z epizodycznych aktorów pochwaliłbym Coreya Stolla, który ma świetną rólkę rosyjskiego "uśpionego" agenta.
Cóż jeszcze? Może muzyka Jamesa Newtona Howarda, która początkowo świetnie pasuje do tempa akcji, ale później zaczyna drażnić swoim patosem. Doskonała sekwencja pościgu uciekającej Salt po ulicach Waszyngtonu (jeden z jasnych punktów filmu). Spore "zawieszenie niewiary" przy realiach (żona obcokrajowca wysoko postawioną agentką CIA? Ciekawe...). Powrót do tematyki post-zimnowojennej, która jednak sama z siebie nie wskrzesza ducha thrillerów polityczno-szpiegowskich z dekad 70-90. Odtrąbienie renesansu tego gatunku na podstawie tego filmu jest stwierdzeniem mocno na wyrost.
Czy więc warto? Warto, jeżeli ktoś jest fanem niezłego kina akcji i Angeliny Jolie. Pozostali równie dobrze mogą się świetnie bawić, jak i wyjść z kina ze sporym niedosytem.
Maciej Nawrot, Filmy.pl


Filmy.pl to otwarty portal filmowy, który odwiedzać mogą nie tylko zaprzysięgli kinomaniacy, ale także zwykli fani kina, którzy wyjście do kina traktują jako dobrą rozrywkę. Wszystkim naszym użytkownikom polecamy naszą bazę najnowszych filmów, gorące recenzje kinowe, zwiastuny filmowe oraz galerie zdjęć. Organizujemy konkursy filmowe, w których można zdobyć atrakcyjne nagrody. Zapraszamy także wszystkich na nasze forum filmowe, gdzie można podyskutować na takie tematy jak ulubione filmy, gwiazdy ekranu, technika filmowa, muzyka filmowa, festiwale i nagrody filmowe, kina, filmy telewizyjne… i wiele, wiele innych tematów!







